czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 1.

- Nina wstawaj!
- Daj mi spokój. – odpowiedziałam zakrywając się pościelą.
- Wstawaj, bo jak ja tam wejdę to nie będzie już tak fajnie!- krzyknęła mama trzaskając w drzwi do mojego pokoju. – spóźnisz się do szkoły.
- Dobra, dobra już wstaje.
- Otwórz drzwi muszę być pewna, że wstałaś.
Wstałam, podeszłam do drzwi po czym je otworzyłam.
- Pasuje? – zapytałam z irytacja.
- Nie tym tonem koleżanko! Za 15 min chce cię widzieć na dole na śniadaniu.
- Ok. – odpowiedziałam po czym zamknęłam drzwi i poszłam do łazienki. Wzięłam ochładzający prysznic, delikatnie pomalowałam rzęsy tuszem i weszłam z powrotem do pokoju . Ubrałam czarne rurki, biały t-shirt, czarną skórzana kurtkę, zawiesiłam torbę na ramie i zbiegłam na dól po schodach.
- Dzień dobry- powiedział tata.
- Cześć – odpowiedziałam.
- Proszę – powiedziała mama podajac mi talerz z kromkami.
- Dzięki.
- Dobry. – powiedział Oliver, wchodząc do kuchni i biorąc moje kromki z talerza.
- Oliver! Zostaw kromki Niny, zaraz dostaniesz swoje. – powiedziała mama.
- Spokojnie i tak miałam już wychodzić. –powiedziałam zabierając jabłko i wychodząc z kuchni. – Na razie- krzyknęłam i wyszłam z domu. Ruszyłam w stronę przystanku autobusowego i po 3 min byłam na miejscu.
- Oooo kogo ja widze. Piękna jak zawsze!
- Zamknij się Jeremi! – powiedziałam z rumieńcami, podchodząc do niego i przytulając na powitanie.
-Widzę, że humor dopisuje. – zaśmial się.
- Jak zawsze – uśmiechnęlam się łobuzersko. Po chwili stania w ciszy podjechał nasz autobus.
- Hej. – powiedziałam siadając koło Luny.
- Hej. Jak tam wczoraj było?
- A jak ma być z kontrolującymi wszystko rodzicami? Nudno jak zawsze. A u Ciebie?
- Byłam na imprezie.
- I jak było?
- Poznałam Olafa. – powiedziała podekscytowana.
- Tak? Przystojny? Ile ma lat? –powiedziałam zaciekawiona.
- Przystojny i to jak! Chodzi do tej samej szkoły co my. Pokaże Ci go dzisiaj. –powiedziała ucieszona.
- Jak tam laseczki?
- Jeremi! – powiedziałyśmy rownocześnie. –Rozmawiamy, nie widzisz? – zapytala Luna.
- Dobra, dobra już sobie ide. – powiedział unosząc ręce w obronnym geście.
- Czasami ten twój kuzyn jest wkurzający. - powiedziałam.
- Tak, tak wiem. Ale co ja poradze? –zaśmiała się. Reszte drogi spędziłyśmy rozmawiając na rózne tematy.
-Ej patrz! – powiedziała Luna uderzając mnie w ramie, gdy własnie wyjmowałam z szafki potrzebne książki na lekcje.
-Auć! Co? – powiedziałam zdezorientowana.
- To on. Olaf. – powiedziała pokazując chlopaka z czarnymi włosami, ściętego na jeżyka, z ciemnymi brązowymi oczami.
- No przystojny. –przyznałam.
- To malo powiedziane – powiedziała zachwycona.
- Cześć Luna – powiedział Olaf przechodząc obok nas.
- Cześć Olaf.- odpowiedziała, wpatrując się w niego.
- Hallo? Ziemia do Luny. – pomachałam jej przed twarzą.
- On jest cudny – wymamrotała pod nosem. Westchnęłam, zamknęłam szafkę i ruszyłam w strone klasy.
- Na razie – powiedziałam.
- Paa. – krzyknęła. Dzień zleciał mi bardzo szybko. Po ostatniej lekcji włożyłam niepotrzebne książki do szafki. Po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Po chwili poczułam dłonie na moich oczach.
-Zgadnij kto to.
- Jeremi proszę cię. – powiedziałam uśmiechając sie.
- Wracasz do domu?
- Nie kurde, ide karmić kurczaki. –powiedziałam. Spojrzał na mnie zdziwiony, po czym wybuchł śmiechem wychodząc na dwór.
- Oooo jak słodko zakochańce! –powiedziała Caroline z sykiem w głosie.
- Daruj sobie. – powiedziałam.
- Po prostu jest zazdrosna. – powiedział Jeremi.
- Zazdrosna? Ciekawe o co.. Bo o jej wygląd napewno nie…. – powiedziała z zadziornym uśmiechem wskazując na mnie.
- Jesteś suką – powiedziałam za zaciśniętymi zębami.
- Och naprawdę? Na pewno nie taką jak ty. – Przesadziła. Wysunęłam ręke, żeby ją uderzyć ale Jeremi odciągnął mnie na bok. – Robi to specjalnie, uspokój się.
- Masz rację, chodźmy. – powiedziałam próbując się uspokoić.
- Tak idź sobie cykorze… - powiedziała zadowolona z siebie.
- Nie zwracaj na nią uwagi – uspokoił mnie Jeremi. Na przystanek szliśmy w ciszy, tak samo jak całą drogę powrotną. Po 20 min wysiadałam na swoim przystanku.
- Będziesz dzisiaj? – zapytal Jeremy.
- Jak zawsze. - Westchnęłam.
- Ok. To do zobaczenia. – pomachał mi.
- Pa. – odpowiedziałam robiąc to samo. Wróciłam do domu, weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Mam już dość tego swojego nudnego życia. Dzień w dzień to samo. Moimi jedynymi rozrywkami jest oglądanie TV, granie na komputerze i co trochę sprawdzanie komórki czy ktoś przypadkiem nie napisał (o ile można to zaliczyć do rozrywek). Dobrze, że rodzice nie zakazali mi chodzenia na treningi, bo tego bym już nie wytrzymała. Odrobiłam lekcje, przebrałam się w coś wygodnego, i zbiegłam na dół.
- Gdzie idziesz? – spytała mama.
- A jak myślisz?
- Mogę iść z Toba? – zapytał Oliver odrywając się na chwile od PlayStation.
- Nie. – powiedziałam stanowczo. Jeszcze tego by mi brakowalo. Młodszego brata, który by mi tylko dupe zawracał.
- A obiad? – zapytała mama.
- Zjem później, nie jestem głodna.. Pa.
- Wróć przed 19.
- Ok.- odpowiedziałam wychodząc z domu. Bosiko było nie daleko więc po 5min byłam na miejscu.
- Hej – krzyknęła Luna rzucając mi się w ramiona.
- Hej – zaśmiałam się. – Jakieś postępy z Olafem? – zapytałam odsuwając się.
- Nie widziałam go już później, ale może przyjdzie dzisiaj na trening popatrzeć.
- To fajnie.
- Hej Nina! – krzyknęli chłopacy równocześnie.
-Hej – pomachałam im.
- To jak gramy? – zapytał Natan.
- Ile nas jest?
- 12, po 6 w każdej drużynie. - Krzyknął nasz trener.
- No i w sam raz.
- Dobra chodźcie tu wszyscy! - Krzyknął trener- Natan grasz z Nina, Marclem, Michałem, Łukaszem i Donatem, Jeremy ty grasz z resztą.
-No to gramy! – krzyknęłam ucieszona, że zrobię dzisiaj w końcu cos co lubię.

_____________________________________

Post taki sobie, ale od czegoś trzeba zacząć :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz