wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 4.

Jest wieczór, a ja oczywiście siedzę w domu i się nudzę. Dzień zaciął jak każdy inny. Siedziałam właśnie na łóżku oglądając tv, gdy mój telefon zaczął wibrować.

Od Luna : 

Impreza dla wszystkich. Ul. Wolności. Przyjdź.

Wpatrywałam się w wyświetlacz telefonu. A co mi zależy. Zerwałam się z łóżka i podbiegłam do szafy. Wyjęłam czarne rurki, biała koszulkę, która odsłaniała mój pępek do tego czarną kurtkę i czarne Conversy. Pomalowałam rzęsy i przejrzałam się w lustrze. Jest ok. Wyszłam po cichu i poszłam do pokoju Olivera.
- Oliver wychodzę. Kryje mnie ok?
- A gdzie idziesz?
- Na imprezę.
- A o której wrócisz?
- Około 23.
- Dobra. Ale co będę z tego miał? - Westchnęłam.
- Co za to chcesz?
- 20 zł - uśmiechnął się.
- Stoi. - Prychnęłam. Wróciłam po cichu do swojego pokoju, zamknęłam drzwi na klucz, podeszłam do okna, otworzyłam je, przełożyłam nogi i zaskoczyłam na dach od garażu a stamtąd zjechałam po rynnie i zaskoczyłam na ziemie. Pfff łatwo poszło. Ulica, na której  miała być impreza, była obok mojej ulicy. Ruszyłam w tamtą stronę i po chwili byłam na miejscu. Rozejrzałam się. Łał, dużo ich. Ruszyłam w stronę bawiących się ludzi.
- Przyszłaś! - Usłyszałam ucieszony głos Luny za sobą.
- Ileż można siedzieć w domu. - Odpowiedziałam odwracając się do niej.
- Chodź. - Powiedziała ciągnąć mnie za rękę. - Napijemy się czegoś. - Podeszłyśmy do barku.
- Pij- powiedziała podając mi piwo. Spojrzałam na nią niepewnie. - No pij, czego się boisz? Jesteś na imprezie.
- Masz racje. - Wzięłam piwo do ręki, i wypiłam całe na raz.
- Wow dobra jesteś. - Powiedziała z uśmiechem.
- Hej - powiedział Olaf podchodząc do nas i całując Lunę w policzek. - Hej. - Odpowiedziała.
- Cześć. - Powiedziałam i się uśmiechnęłam się. - Przepraszam was ale muszę skorzystać z toalety. - Powiedziałam odchodząc od nich. Chciałam ich zostawić samych, a po drugie naprawdę musiałam skorzystać z toalety. Znalazłam toaletę, skorzystałam i przejrzałam się w lustrze. Byłam cała czerwona, pewnie po tym piwie. Pochlapałam się chłodną wodą i wyszłam na dwór, z zamiarem znalezienia Luny. Nagle zaczął wibrować mi telefon.

Od Oliver :

Nina! Rodzice dobijają się do twoich drzwi.

Cholera....

Do Oliver :

Zajmij ich czymś. Będę za 15 min.

Luna gdzie jesteś do cholery. - Zaklęłam pod nosem. Ruszyłam w stronę domu, przeciskając się przez tańczących ludzi.
- Hej Nina. - Usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam Lucasa. - Możemy pogadać?
- Lucas, nie mam teraz czasu. - Odwróciłam się idąc w stronę domu.
- Proszę. - Chwycił mnie za nadgarstek.
- Nie mamy o czym rozmawiać.
- Daj mi 5 min.
- Lucas naprawdę nie mam czasu. - Wyrwałam nadgarstek z jego ręki i ruszyłam dalej. Nie odpuścił. Podbiegł do mnie.
- Wiem, że źle zaczęliśmy. - Zaczął, a ja szłam dalej. - Ale może dałoby się to naprawić. - Powiedział spoglądając na mnie.
- Czego ode mnie oczekujesz?
- Szansy. - Odpowiedział wyprzedzając mnie i stając przede mną.
- Okej. - Odpowiedziałam patrząc na niego. Nie chciałam się z nim kłócić, tym bardziej przed moim domem gdy rodzice myślą, ze jestem w pokoju.
- Naprawdę? - Zapytał z nadzieją. Pokiwałam głową, po czym zaczęłam iść w stronę garażu.
- Nina, czekaj. - Podbiegł do mnie. - Dasz mi twój numer? - Westchnęłam, wzięłam od niego telefon i wpisałam numer.
- Dziękuję. - Powiedział. Odwróciłam się i zaczęłam wspinać się po rynnie. Weszłam na górę, przełożyłam nogi i wskoczyłam do pokoju. Uff.
- Nina otwieraj! - Usłyszałam zdenerwowany głos mamy. Cholera... Szybko zrzuciłam z siebie ubranie i wciągnęłam na siebie piżamę. Podbiegłam do drzwi i je otworzyłam.
- Tak?
- Ileż można czekać?
- Brałam prysznic.
- Jakoś nie słyszałam wody. - Powiedziała mama przyglądając mi się.
- To już nie moja wina.
- Lekcje zrobione na jutro?
- Tak mamo, nie jestem małym dzieckiem. - Powiedziałam zdenerwowana.
- Dobra. Dobranoc.
- Dobranoc. - Zamknęłam drzwi. Uff mało brakowało. Wzięłam kasę i poszłam do Olivera.
- Trzymaj. - Położyłam kasę na jego biurku. - Dzięki. - Powiedziałam.
- Nie ma za co. - Powiedział, odrywając się od gry. - Polecam się na przyszłość. - Uśmiechnął się.
- Pfff. Będę pamiętać. - Puściłam mu oczko, po czym wróciłam do pokoju. Podeszłam do telefonu.
Od Nieznany :
Niezła jesteś.
Uśmiechnęłam się do telefonu. Położyłam się na łóżku i usunęłam. 

- Hej. - powiedziałam z uśmiechem siadając koło Luny w autobusie. - Gdzie ty wczoraj zniknęłaś?
- Hej. Ja? Chyba gdzie ty zniknęłaś?
- Ja poszłam do toalety, a potem zaczęłam szukać ciebie, ale Oliver napisał, że rodzice dobijają się do mojego pokoju, więc musiałam wracać.
- Ahaa.
- I jak tam z Olafem? - zapytałam ciekawa.
- Jesteśmy razem. - Poklaskała w dłonie podekscytowana.
- Aaa! - Krzyknęłam ucieszona, przytulając ją. -  Życzę szczęścia. - Uśmiechnęłam się.
- Dzięki.

Luna to ma szczęście, jest ładna, chłopaki zawsze na nią lecieli. W sumie co się dziwić. Długie brązowe włosy, niebieskie oczy, szczupła sylwetka. Nie to co ja... Jak odludek, jakiś wybryk losu... Szłam właśnie na drugą lekcje, rozmyślając i wpatrując się w podłogę, przez co nie zauważyłam osoby idącej przede mną. Wszystkie książki wyleciały mi z rąk na podłogę. Natychmiast schyliłam się żeby je podnieść.
- Uważaj jak łazisz. - Usłyszałam czyjś głos przepełniony jadem.
- Przepraszam. - Powiedziałam wstając z książkami.
- Naucz się chodzić. - powiedział rozwścieczony.
- Jezu powiedziałam przepraszam Lucas.
- Dobra nie ważne.. - powiedział przechodząc obok mnie idąc dalej, a ja stałam tam jak wryta.
Całą lekcje zastanawiałam się  o co mu tak w ogóle chodzi. Oni chyba naprawdę są z innej planety. Szłam w stronę klasy, gdzie miałam następną lekcje, gdy nagle Luna mnie zatrzymała.
- Luna mam zaraz lekcje.
- Jak trochę się spóźnisz to nic się nie stanie.
- Dobra. Wal.
- Organizuje ognisko, dzisiaj u mnie wieczorem. Przyjdź.
- A kto będzie?
- A jak myślisz?
- Hahaha, ok. - zaśmiałam się. - Postaram się przyjść.
- Co to znaczy postrasz? - Zapytała przyglądając mi się badawczo.
- No dobra przyjdę na pewno.
- Noo. -powiedziała przytulając mnie. -To do wieczora. - Powiedziała odchodząc. Pomachałam jej po czym szybko ruszyłam w stronę klasy.
- Gdzie pnia była? - zapytał pan Maccol gdy weszłam do klasy.
- Ymmmm, musiałam skorzystać z toalety. - odpowiedziałam speszona. Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Dobra, siadaj. - ruszyłam w stronę wolnego miejsca, a nauczyciel zaczął prowadzić dalej lekcje, Niee proszę, tylko nie on... Spojrzałam obok wolnego miejsca i zobaczyłam Lucasa. Usiadłam, wyjęłam notes, po czym zaczęłam udawać, że słucham nauczyciela.  
- Jesteś na mnie obrażona. - stwierdził Lucas przyglądając mi się. Westchnęłam.
- Nie po prostu nie wiem o co Ci chodzi. - popatrzyłam na niego, a on skinął głową wiedząc, że mam coś jeszcze do powiedzenia. - Na początku się na mnie wyżywasz, później przychodzisz, przepraszasz, myślę, że wszystko będzie okej, a ty znowu na mnie naskakujesz.
- Nina...- Zaczął, ale podniosłam rękę dając mu znak, że jeszcze nie skończyłam. 
- Dobra rozumiem, wpadłam na Ciebie. Ale po co od razy się tak wściekać? Przecież przeprosiłam...
- Wiem po prostu byłem wkurzony... Ostatnio dzieje się ze mną coś dziwnego.. Nie potrafię nad sobą zapanować. - Patrzyłam na niego, próbując zrozumieć wszystko co właśnie mi powiedział.
- Wybaczysz mi?- Szepnął mi do ucha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz