Rozejrzała się dookoła.
- Był tu przed chwilą. - Odpowiedziała.
- Przed chwilą czyli kiedy? - Zapytałam.
- No jakieś 15 min temu.
- 15 min temu? - Wykrzyknęłam przerażona. - A co robiłaś przez to 15 min. - Zapytałam rozwścieczona.
- Zagadałam się z Olafem - zaczęła.
- Przyznaje zagadałem ją - powiedział Olaf dźwigając ręce w obronnym geście
- Potem ta sytuacja z tobą - kontynuowała Luna. Wstałam próbując opanować emocje.
- Gdzie idziesz? - Spytała.
- A jak myślisz? - Odpowiedziałam wkurzona, po czym udałam się w stronę szatani. Gdzieś tutaj musi być. Weszłam do budynku i rozejrzałam się dookoła.
- Oliver? - Krzyknęłam. Nic. Zaczęłam iść w stronę przebieralni gdy usłyszałam jakiś odgłos w męskiej łazience. Natychmiast ruszyłam w tamtą stronę i bez zastanowienia weszłam do środka.
- Oliver, na następny raz jak be.. - Przerwałam wpadając na kogoś, spojrzałam w górę - Lucas? - Zapytałam zdziwiona - Myślałam, ze grasz w piłkę.
- No to źle myślałaś. - Odpowiedział zdenerwowany, trzymając papierosa w prawej ręce. - Co nóżka już Cię nie boli?
- Ja.. - zaczęłam ale mi przerwał.
- Jak to jest być takim niewiniątkiem co? - Zapytał, pociągając bucha papierosa
- Nie wiem o co Ci chodzi - powiedziałam zdziwiona.
- Nie wiesz, naprawdę? Może Ci przypomnę ' O Boże boli mnie nóżka, pomóżcie mi'.
- Ale ona naprawdę mnie..
- Nie udawaj Nina.
- Wiesz co nie mam zamiaru wchodzić z tobą w dalszą dyskusję. - Powiedziałam odwracając się do wyjścia, ale coś jednak mnie zatrzymało. Odwróciłam się z powrotem - O co ci tak w ogóle chodzi co? - Spojrzałam na niego podejrzliwie. - Od samego początku się na mnie wyżywasz.
- To nie tak jak myślisz. - Powiedział unikając mojego wzroku.
- No więc jak? Wytłumacz mi proszę. - Powoli wypuścił powietrze z ust.
- Po prostu mam trudną sytuację w domu, jeszcze do tego ta przeprowadzka tutaj.
- Aha. Czyli wyżywasz się na mnie bo masz zła sytuację w domu? Pfff, każdy ją ma Lucas, ale nie każdy wydziera się na innych. Wiesz co.. Nie chce mi się z tobą gadać.. Cześć. - Powiedziałam ruszając w stronę drzwi.
- Nina, czekaj. - Odwróciłam się patrząc na niego. - Dasz mi swój nr telefonu?
- Że co proszę? - powiedziałam zaskoczona. - Jesteś niemożliwy. - Powiedziałam wychodząc z pomieszczenia.
Za kogo on się miał? Myśli, ze jest pępkiem świata? Ooo to się grubo myli. Popchnęłam mocno drzwi i wyszłam na zewnątrz, zauważając biegnąca w moja stronę Lunę.
- Oliver się znalazł. - Powiedziała ucieszona.
- Gdzie ten gówniarz był do cholery?
- Mówił, ze poszedł do sklepu bo pić mu się chciało.
- Że co? - Wykrzyknęłam wściekła, podchodząc do niego.
- Nina ja.. Chciało mi się pić - powiedział wystraszony.
- Nie mogłeś komukolwiek powiedzieć że idziesz?
- Zrobiło się zamieszanie jak się wywaliłaś. Nie chciałem przeszkadzać.
- Dobra idziemy do domu. Na razie - powiedziałam spoglądając na Olafa i Lunę, po czym się odwróciłam i zaczęłam iść.
- Nina zaczekaj. - Luna chwyciła mnie za nadgarstek, przytrzymując tak żebym się nie ruszyła. Spojrzałam na nią.
- Co tam się stało? - Pokazała na budynek, z którego przed chwilą wyszłam.
- Nic. A co się miało stać?
- Wypadłaś stamtąd jak poparzona.
- Oj przesadzasz...
- Wcale nie. - Odpowiedziała stanowczo.
- Pogadamy przez telefon okej? - Zapytałam z nadzieją, ze pójdzie na moja propozycję. Spojrzała na mnie badawczo. - Okej. Na razie. - Powiedziała po czym puściła mój nadgarstek.
- Był tu przed chwilą. - Odpowiedziała.
- Przed chwilą czyli kiedy? - Zapytałam.
- No jakieś 15 min temu.
- 15 min temu? - Wykrzyknęłam przerażona. - A co robiłaś przez to 15 min. - Zapytałam rozwścieczona.
- Zagadałam się z Olafem - zaczęła.
- Przyznaje zagadałem ją - powiedział Olaf dźwigając ręce w obronnym geście
- Potem ta sytuacja z tobą - kontynuowała Luna. Wstałam próbując opanować emocje.
- Gdzie idziesz? - Spytała.
- A jak myślisz? - Odpowiedziałam wkurzona, po czym udałam się w stronę szatani. Gdzieś tutaj musi być. Weszłam do budynku i rozejrzałam się dookoła.
- Oliver? - Krzyknęłam. Nic. Zaczęłam iść w stronę przebieralni gdy usłyszałam jakiś odgłos w męskiej łazience. Natychmiast ruszyłam w tamtą stronę i bez zastanowienia weszłam do środka.
- Oliver, na następny raz jak be.. - Przerwałam wpadając na kogoś, spojrzałam w górę - Lucas? - Zapytałam zdziwiona - Myślałam, ze grasz w piłkę.
- No to źle myślałaś. - Odpowiedział zdenerwowany, trzymając papierosa w prawej ręce. - Co nóżka już Cię nie boli?
- Ja.. - zaczęłam ale mi przerwał.
- Jak to jest być takim niewiniątkiem co? - Zapytał, pociągając bucha papierosa
- Nie wiem o co Ci chodzi - powiedziałam zdziwiona.
- Nie wiesz, naprawdę? Może Ci przypomnę ' O Boże boli mnie nóżka, pomóżcie mi'.
- Ale ona naprawdę mnie..
- Nie udawaj Nina.
- Wiesz co nie mam zamiaru wchodzić z tobą w dalszą dyskusję. - Powiedziałam odwracając się do wyjścia, ale coś jednak mnie zatrzymało. Odwróciłam się z powrotem - O co ci tak w ogóle chodzi co? - Spojrzałam na niego podejrzliwie. - Od samego początku się na mnie wyżywasz.
- To nie tak jak myślisz. - Powiedział unikając mojego wzroku.
- No więc jak? Wytłumacz mi proszę. - Powoli wypuścił powietrze z ust.
- Po prostu mam trudną sytuację w domu, jeszcze do tego ta przeprowadzka tutaj.
- Aha. Czyli wyżywasz się na mnie bo masz zła sytuację w domu? Pfff, każdy ją ma Lucas, ale nie każdy wydziera się na innych. Wiesz co.. Nie chce mi się z tobą gadać.. Cześć. - Powiedziałam ruszając w stronę drzwi.
- Nina, czekaj. - Odwróciłam się patrząc na niego. - Dasz mi swój nr telefonu?
- Że co proszę? - powiedziałam zaskoczona. - Jesteś niemożliwy. - Powiedziałam wychodząc z pomieszczenia.
Za kogo on się miał? Myśli, ze jest pępkiem świata? Ooo to się grubo myli. Popchnęłam mocno drzwi i wyszłam na zewnątrz, zauważając biegnąca w moja stronę Lunę.
- Oliver się znalazł. - Powiedziała ucieszona.
- Gdzie ten gówniarz był do cholery?
- Mówił, ze poszedł do sklepu bo pić mu się chciało.
- Że co? - Wykrzyknęłam wściekła, podchodząc do niego.
- Nina ja.. Chciało mi się pić - powiedział wystraszony.
- Nie mogłeś komukolwiek powiedzieć że idziesz?
- Zrobiło się zamieszanie jak się wywaliłaś. Nie chciałem przeszkadzać.
- Dobra idziemy do domu. Na razie - powiedziałam spoglądając na Olafa i Lunę, po czym się odwróciłam i zaczęłam iść.
- Nina zaczekaj. - Luna chwyciła mnie za nadgarstek, przytrzymując tak żebym się nie ruszyła. Spojrzałam na nią.
- Co tam się stało? - Pokazała na budynek, z którego przed chwilą wyszłam.
- Nic. A co się miało stać?
- Wypadłaś stamtąd jak poparzona.
- Oj przesadzasz...
- Wcale nie. - Odpowiedziała stanowczo.
- Pogadamy przez telefon okej? - Zapytałam z nadzieją, ze pójdzie na moja propozycję. Spojrzała na mnie badawczo. - Okej. Na razie. - Powiedziała po czym puściła mój nadgarstek.
- Halo? - Zapytałam zdziwiona odbierając telefon.
- No więc słucham. - Usłyszałam po drugiej stronie stanowczy głos Luny.
- Ale co?
- Co się stało w szatni.
- Nic.
- Mów Nina.
- Muszę?
- Tak. - Krzyknęła zdenerwowana.
- No nic takiego, pokłóciłam się z Lucasem.
- Ja nie mogę, znowu on?
- Jak widać.
- Czego on od ciebie chcę?
- Nie mam pojęcia.
- Musimy rozprawić się z tym gnojkiem.
- Luna odpuść sobie. - Zaśmiałam się.
- To nie jest śmieszne.
- Owszem jest.
- Rozprawie się jutro także z tobą - chciała powiedzieć to groźnie ale jej się nie udało.
- Luna?
- No?
- Jutro jest niedziela. - Wybuchłam śmiechem.
- Oj tam, no to po jutrze.
- Jasne.
- No tak zobaczysz.
- Dobra. Paa. - Zaśmiałam się.
- Paa. - Również usłyszałam u niej śmiech.
- No więc słucham. - Usłyszałam po drugiej stronie stanowczy głos Luny.
- Ale co?
- Co się stało w szatni.
- Nic.
- Mów Nina.
- Muszę?
- Tak. - Krzyknęła zdenerwowana.
- No nic takiego, pokłóciłam się z Lucasem.
- Ja nie mogę, znowu on?
- Jak widać.
- Czego on od ciebie chcę?
- Nie mam pojęcia.
- Musimy rozprawić się z tym gnojkiem.
- Luna odpuść sobie. - Zaśmiałam się.
- To nie jest śmieszne.
- Owszem jest.
- Rozprawie się jutro także z tobą - chciała powiedzieć to groźnie ale jej się nie udało.
- Luna?
- No?
- Jutro jest niedziela. - Wybuchłam śmiechem.
- Oj tam, no to po jutrze.
- Jasne.
- No tak zobaczysz.
- Dobra. Paa. - Zaśmiałam się.
- Paa. - Również usłyszałam u niej śmiech.
Po krótkim prysznicu, położyłam się w łóżku aby przemyśleć kilka spraw. Może Lucas rzeczywiście ma poważne problemy. Już sama przeprowadzka jest strasznym problem. Ale to nie jest powód, żeby traktować mnie tak... jak mnie traktuje. Tak w ogóle czemu ja się nim przejmuje? Olać to.
- Nina jesteś tam? - Usłyszałam mamę dobijającą się do moich drzwi. Zeszłam z łóżka i je otworzyłam.
- Tak? - Zapytałam.
- Jak tam minął dzień z bratem? - Zapytała ucieszona. Serio? Naprawdę chciała wiedzieć.
- Fajnie, ale na następny raz informujecie mnie wcześniej, ze będę musiała z nim zostać. - Powiedziałam zakładając ręce na piersi.
- Oj dobrze, to był jednorazowy przypadek. Więcej takich nie będzie.
- Okej.
- No to dobranoc skarbie. - Powiedziała mama całując mnie w policzek.
- Dobranoc - odpowiedziałam zamykając drzwi. Mam dość dzisiejszego dnia. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
- Nina jesteś tam? - Usłyszałam mamę dobijającą się do moich drzwi. Zeszłam z łóżka i je otworzyłam.
- Tak? - Zapytałam.
- Jak tam minął dzień z bratem? - Zapytała ucieszona. Serio? Naprawdę chciała wiedzieć.
- Fajnie, ale na następny raz informujecie mnie wcześniej, ze będę musiała z nim zostać. - Powiedziałam zakładając ręce na piersi.
- Oj dobrze, to był jednorazowy przypadek. Więcej takich nie będzie.
- Okej.
- No to dobranoc skarbie. - Powiedziała mama całując mnie w policzek.
- Dobranoc - odpowiedziałam zamykając drzwi. Mam dość dzisiejszego dnia. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
______________________________________
Akcja zaczyna się trochę rozkręcać, ale proszę was, bądźcie wyrozumiali. Nie jestem zawodową pisarką :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz