poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 5.

- Może. – powiedziałam wpatrując się w nauczyciela. Poczułam jak uśmiecha się koło mojego ucha. Odsunął się po czym na mnie spojrzał.
- To znaczy tak? – podniósł brwi w rozbawieniu.
- Może. – odpowiedziałam po czym zaczęłam się śmiać.
- Czyli tak? – zapytał. – Nie śmiej się ze mnie. – powiedział rozbawiony, dźgając mnie w bok.
- Ała. – zaczęłam się śmiać
- Czy ja wam w czymś przeszkadzam, panie Hutherson? – zapytał nauczyciel.
- Możliwe. – odpowiedział Lucas piorunując go wzrokiem.
- Lucas . – uderzyłam go w ramie. – Ogar. – powiedziałam tym razem ja piorunując go wzrokiem.
- Przepraszam – powiedział do nauczyciela, patrząc na mnie. Nauczyciel zaczął prowadzić dalej lekcje, a Lucas wpatrywał się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Spojrzałam na niego a on odwrócił twarz w stronę nauczyciela. Wrócił stary Lucas…

Wróciłam do domu i weszłam do kuchni.
- Mamo?
- Tak?
- Luna organizuje ognisko dzisiaj wieczorem. Mogę iść?
- Wiesz, że jest poniedziałek.
- Oj mamo. Proszę.
- A kto tam będzie?
- Ludzie z treningów. Wszystkich przecież znasz. To mogę? – zapytałam z nadzieją.
-Dobra.
- Jej! – krzyknęłam rzucając jej się na szyję. – Dziękuję.
- Ale wróć przed 24.
- Dobrze. – powiedziałam wychodząc z kuchni. Weszłam do swojego pokoju i zaczęłam odrabiać lekcje. Gdy już skończyłam zaczęłam się przygotowywać do ogniska. Ubrałam niebieską koszule, czarne spodenki a do tego czarne conversy. Namalowałam kreskę eyelinerem i poprawiłam tuszem rzęsy.  Przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze. Blond włosy, brązowe oczy, w miarę szczupła figura.  Aż tak źle chyba nie jest – powiedziałam sama do siebie  po czym zbiegłam na dół.
- Wychodzę! – Krzyknęłam.
- Uważaj na siebie. –odkrzyknęła mama gdy byłam już za drzwiami. Dom Luny był 15 min drogi stąd.
- Hej – podeszłam do Luny.
- Hej odpowiedziała przytulając mnie. – Idę poszukać Olafa. – uśmiechnęła się.
- Ok. – odpowiedziałam i ruszyła w stronę chłopaków. – Część wszystkim. – powiedziałam podchodząc do nich.
- Hej – odpowiedzieli chórem.
- Cześć Nina. – powiedział Natan, przytulając mnie.
- Jak tam z Vanessą Ci się układa? – zapytałam osuwając się od niego.
-  Nie za dobrze. – powiedział ze smutkiem w głosie.
- Dlaczego? – zapytałam ze współczuciem.
-  Cały czas się kłócimy, a ona podejrzewa mnie, oto, że ją zdradzam.
- Że co? – zapytałam ze zdziwieniem. – Z kim? – nic nie odpowiadał więc zaczęłam się niepokoić. –Natan? – po chwili się złamał.
- Z tobą. –wyrzucił z siebie.
- Co proszę? – zapytałam z niedowierzaniem – przecież my jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Wiem, ale ona widocznie tego nie rozumie.
- Spokojnie, pogadam z nią. – powiedziałam
- Naprawdę? – zapytał ucieszony – Zrobisz to?
- Jasne, że tak. Napisz mi tylko kiedy i gdzie. – Powiedziałam przytulając go, w przyjacielskim uścisku.
- Ok. – odpowiedział z uśmiechem odsuwając się ode mnie. Nagle poczułam, że ktoś obejmuje mnie w tali.
- Nie ma podrywania mojej dziewczyny- powiedział Lucas przyciągając mnie do siebie.
- Chciałbyś – odpowiedziałam odpychając się od niego.
- Pójdziemy się przejść? – zapytał. Spojrzałam na Natana z pytającym wyrazem twarzy, a on pokiwał potwierdzająco głową. – Ok.- odpowiedziałam patrząc na Lucasa. Ruszyliśmy w stronę lasu, cały czas idąc w ciszy. Po chwili Lucas ją przerwał.
- Jak minęła Ci reszta dnia?
- Dobrze. – Uśmiechnęłam się. – A tobie?
- Mi? – zapytał uśmiechając się. – Nerwowo jak zawsze.
- Czemu taki jesteś?
- Jaki? – zapytał zdziwiony.
-Taki nerwowy.- powiedziałam. Zatrzymał się i spiorunował mnie wzrokiem. Nagle szybkim ruchem popchnął mnie na drzewo  i przycisnął do niego.
- Nie mów mi, że Ci się to nie podoba. – powiedział z zadziornym uśmiechem. Miał rację. Bez tych jego nagłych zmian nastroju byłoby nudno. Już miałam mu odpowiedzieć, gdy Lucas nagle odwrócił twarz wpatrując się w drzewa, po czym przyłożył m i palec do ust żebym nic nie mówiła. Jego twarz zaczęła się robić niespokojna.
- Lucas co jest? – wyszeptałam zdezorientowana.
- Nic. – powiedział odsuwając się ode mnie. – Komplikacje. Muszę coś załatwić. – powiedział idąc w stronę drzew, w które się przed chwilą wpatrywał.
- Lucas?! Nie zostawiaj mnie samej w środku lasu!- powiedziałam a on szedł dalej. – Lucas! Jesteś dupkiem! – krzyknęłam rozwścieczona, ale on już zniknął między drzewami. Super. Po prostu zajebiście. Zaczęłam się rozglądać, próbując przypomnieć sobie z której strony przyszliśmy. Po chwili ruszyłam, mając nadzieję, że wybrałam właściwą drogę. Szlam wyzywając go pod nosem, gdy w końcu doszłam tam gdzie chciałam.
-  Luna wracam do domu.
- Co? Czemu? – powiedziała zdziwiona. – Właśnie gdzie jest Lucas? Widziałam, że szliście razem.
- Właśnie. Lucas. Ten dupek zostawił mnie samą w lesie! – wyrzuciłam z siebie.
- Że co?! Ten synek jest pojebany!
- To mało powiedziane. Dlatego chce iść do domu..
- Jesteś pewna?
- Tak.
- Dobra, pogadamy jutro, wpadnę do Ciebie ok.?
- Jasne. Pa.
- Pa. – powiedziała machając mi.

Weszłam do domu, trzasnęłam drzwiami i zaczęłam biec na górę po schodach.
- Jestem! – krzyknęłam.
- Wszystko ok.?- spytała mama stojąc na dole schodów.
- Tak. – warknęłam, po czym, weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Ruszyłam w stronę łazienki. Zimny prysznic dobrze mi zrobi. Zimna woda spływała po moim ciele a ja zaczynałam się uspokajać. Wyszłam z pod prysznica, spięłam włosy, włożyłam na siebie dresowe spodenki i luźną koszulkę. Weszłam do pokoju. Dlaczego on do cholery musi być taki? Rzuciłam się na łóżko. Miałam dość.

Shhhh….
Obróciłam się na lewy bok.
Shhhh…
Co jest.
Shhhh..
Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pokoju.
Shhhh…
- Kto tu jest? – Cisza
Shhhh..
Wstałam z łóżka – Oliver? – zauważyłam jakiś cień koło okna. Podeszłam bliżej, a serce zaczęło mi walić jak oszalałe.

- Lucas?!

1 komentarz:

  1. Hey, You! Masz coś dodać przed wyjazdem! Bo nie wytrzymam!
    Widzę poprawę. Są opisy :D
    No i Lusac... o Boże... *.*
    Dlaczego on taki jest? Pisz, pisz!

    OdpowiedzUsuń