wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 6.

- Co ty tutaj do cholery robisz?!- krzyknęłam ściszonym głosem, żeby nie obudzić rodziców.
- Nina.. Ja – spuścił  głowę – przepraszam
- I co? Myślisz sobie, że za każdym razem powiesz przepraszam i to wystarczy?
- Ale Nina.. – zaczął ale mu przerwałam.
- Lucas, zostawiłeś mnie samą w środku lasu! – krzyknęłam nie mogąc utrzymać w sobie tych wszystkich emocji.
- Ty nic nie rozumiesz. – powiedział podchodząc do mnie.
- To może mi łaskawie wyjaśnisz. – przesunął się jeszcze bardziej, trzymając się za prawą skroń. Po chwili oświetliło go światło mojej lampki i wtedy zauważyłam, że krwawił.
- Boże, co Ci się stało? – powiedziałam przerażona, przykładając swoją rękę do jego  i  odsuwając  aby móc obejrzeć ranę.
- To nic. – powiedział.
- Jak nic? Ty krwawisz.
- To może mnie opatrzysz. – powiedział z zadziornym uśmiechem, wpatrując się we mnie. Po raz kolejny wrócił stary Lucas. Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę łazienki, po czym posadziłam na toalecie.
- Siedź tu i się nie ruszaj. Zaraz przyjdę. – powiedziałam stanowczo. Zeszłam na dół i zaczęłam szukać apteczki. Nigdzie jej nie ma. Kurde. Weszłam do sypialni rodziców.
- Mamo gdzie jest apteczka?- powiedziałam szeptem żeby nie obudzić taty.
- A co się stało?
- Nic poważnego, rozcięłam sobie palca nożyczkami.
- A co ty robisz w nocy z nożyczkami.
- Kończę plakat na jutro do szkoły.
- Jest w kuchni. Musisz bardziej uważać.
- Wierzysz w to? – zapytałam wychodząc. Weszłam do kuchni, znalazłam apteczkę i po chwili byłam z powrotem w łazience.
- Jakby to było coś poważniejszego już bym umarł. – uśmiechnął się zadziornie.
- Wcale nie muszę Ci pomagać.
- Ale mimo wszystko chcesz.- Spojrzał na mnie. Nic się nie odezwałam. Miał rację. Nie umiem się na niego gniewać. Otworzyłam apteczkę i wyjęłam wodę utlenioną.
- Tylko nie krzycz. Nie chce mieć problemów z rodzicami. – Pokiwał potwierdzająco głową. Podeszłam do niego i polałam wodą jego skroń. Obserwowałam jak biała piana zaczyna wypływać z rany. Powtórzyłam czynność dwa razy a Lucas cały czas się we mnie wpatrywał. Podeszłam z powrotem do apteczki, odłożyłam wodę utlenioną a wzięłam gazę i wielki plaster. Zastanawiałam się nad bandażem ale z owiniętą dookoła głową wyglądałby jak dureń. W sumie nim jest. Podeszłam do niego i kontynuowałam.
- Gotowe. – powiedziałam po chwili. Lucas spojrzał na mnie po czym przyciągnął mnie do siebie tak, że siedziałam mu na kolanach okrakiem.
- Przepraszam – powiedziała patrząc mi w oczy. – Wybaczysz mi? – pokiwałam twierdząco głową, po czym zaczęłam schodzić z jego kolan.
- O nie tak szybko koleżanko. – powiedział dociskając mnie do siebie. –Muszę Ci to wszystko jakoś wynagrodzić. –Serce zaczęło walić mi jak oszalałe. Lucas spojrzał mi głęboko w oczy po czym zaczął przybliżać się twarzą do mnie. Zanim dotarło do mnie co zaraz ma się stać on przyłożył swoje usta do moich. Po chwili zdziwienia wszystkie emocje w środku puściły  i przyciągnęłam go jeszcze bliżej swojej twarzy trzymając dłonie na jego policzkach. Jego język momentalnie wdarł się do środka prowadząc walkę z moim językiem. Przesunęłam ręce na jego włosy ciągnąc  za ich końcówki. Po chwili odsunęliśmy się od siebie ciężko dysząc. Zdziwiona tym co się przed chwilą stało zgramoliłam się z jego kolan. Podeszłam do apteczki i zamknęłam ją.
- To było niezłe- powiedział Lucas patrząc na mnie. Wzięłam apteczkę i zeszłam na dół do kuchni. Odłożyłam ją na miejsce i wróciłam na górę. Zastałam Lucasa leżącego na moim łóżku. Byłam strasznie zmęczona ale nie miałam zamiaru siadać koło niego. Udałam się więc w stronę fotela i usiadłam na nim.
- No chodź do mnie. – powiedział pokazując miejsce koło siebie.
- Nie mam zamiaru.
- Przed chwilą miałaś całkowicie inne nastawienie do mnie. – powiedział uśmiechając się zadziornie.
- Jesteś niemożliwy.
- Już to kiedyś słyszałem
- Co ty nie powiesz? Mógłbyś łaskawie już sobie iść? Jestem zmęczona.
- No to chodź tu, ja nie gryzę. – powiedział pokazując jeszcze raz miejsce koło siebie. Przygryzłam wargę, zastanawiając się czy do niego podejść. Po chwili namysłu wstałam i podeszłam do łóżka, po czym położyłam się na samym skraju.
- Po raz kolejny mówię, że nie gryzę. – westchnął przyciągając mnie do siebie.
- Dobra, jestem strasznie zmęczona i chce iść spać. Czy mógłbyś mi to umożliwić?
- A czy ja coś Ci robię? – spojrzał na mnie zdziwiony. Westchnęłam i odwróciłam się do niego tyłem, wsłuchując się w jego równomierny oddech usnęłam.

Lucas’ POV.

Jest piękna kiedy śpi. Strasznie mnie denerwuje, sam nie wiem czym. Tak po prostu. Na początku próbowałem ją odrzucić od siebie, zrazić do mnie. Ale mimo wszystko nie potrafię o niej zapomnieć. Czuje się źle kiedy nie ma jej w pobliżu. Jest mi dobrze blisko niej. Jak ją zobaczyłem… to było jak uderzenie pięścią w brzuch… Bolesne ale równocześnie przyjemnie. Spojrzałem na nią, po czym pocałowałem ją w czoło. Podszedłem do okna, przełożyłem nogi i zeskoczyłem na dach garażu a potem na ziemie. Biegnąc w stronę lasu zerwałem opatrunek. Po ranie nie było ani śladu. To jest plus tego, czym jestem. Ten dupek musi za to zapłacić. Nie zostawię tak tego.

Nina’s POV.

Przebudziłam się nad ranem i zobaczyłam wolne miejsce koło siebie. To było naprawdę czy mi się przyśniło?  Mam nadzieję, że to drugie. Zeszłam z łóżka, podeszłam do szafy i wyjęłam ubranie. Ubrałam się, pomalowałam, rozczesałam włosy i zeszłam  na dół. Weszłam do kuchni i zaczęłam sobie robić śniadanie.
- Nina? Już wstałaś?
- Nie mamo widzisz mojego ducha. – powiedziałam sarkastycznie.
- Oj tam. Pokaż tego swojego palca.
Fuck..
- Yyyyy mamo, to nic takiego, praktycznie nie ma śladu.
- Pokaż.
- Ale naprawdę…
- Nina – powiedziała groźnym głosem.
- No dobra. – wystawiłam jej wskazującego palca. Wzięła go w swoje palce i zaczęła oglądać.
- Rzeczywiście nic nie ma – spojrzała na mnie podejrzliwie.
- mówiłam. Posmarowałam go dobrą maścią i owinęłam na noc. I widzisz nie ma śladu. – Uśmiechnęłam się do niej uradowana, ale tak naprawdę byłam posrana ze strachu. Przyjrzała mi się dokładnie.
- Ok. – odpowiedziała. Ufff… Przeżyłam. Dokończyłam robić sobie śniadanie, po czym je zjadłam, wzięłam torbę i wyszłam na przystanek.
- Cześć Nina. – powiedział Jeremi przytulając mnie.
- Hej.
- To prawda, że kręcisz z tym nowym? Jak mu tam, Lucas? –zapytał a mi serce zaczęło walić jak nie wiem co.
- Tak, Lucas. Ale nie kręcę z nim, proszę Cię.
- Ludzie gadają co innego.
- Wierzysz ludziom czy mi Jeremi? – zdenerwowałam się.
- Oczywiście, że tobie. Po prostu chciałem to wyjaśnić. Wiem, że o wszystkim  mi zawsze mówisz. Bo mówisz,  prawda?
- Oczywiście. – Skłamałam. Ale nie musi o wszystkim wiedzieć. Wiem, że to nie właściwe bo jest moim przyjacielem, ale ja sama nie wiem co jest pomiędzy mną a Lucasem. Chyba nie ma nic…

_____________________________________________

Na następny rozdział musicie troszeczkę poczekać (3 tygodnie), ponieważ wyjeżdżam na wakacje. Może uda mi się w międzyczasie coś dodać ale nic nie obiecuje. :)

2 komentarze:

  1. Menda! Masz go dodać szybko!
    A co do rozdziału to mrr ;) Słodki Lucas ma tajemnicę ^^ Ciekawe jaką ;]
    Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie piszesz!

    ZAPRASZAM NA KONKURS NA MOIM BLOGU! :)
    alexandrak-blog.blogspot.com KLIK!



    OdpowiedzUsuń